"Pierwsze spotkanie "
" For over a century, I have lived in secret. Hiding in the shadows, alone in the world. Until now. I'm a vampire and this is my story. "
*
Siedziała nad jeziorem. Płakała. Nagle usłyszała jakieś śmiechy i dziecięce głosy. Schowała się. Ukradkiem zza drzewa widziała. Ich. Było ich dwóch. Dwoje chłopców. Jeden z nich starszy, wyższy. Miał na oko z dziewięć lat. Był niebieskooki, a włosy miał barwy hebanu. Ubrany w pożółkłą koszule lekko podartą i czarne spodenki. I był drugi chłopiec, młodszy - chyba nawet w jej wieku. Ubrany podobnie jak tamten. Oczy miał chyba zielone. Jak liście na drzewach i włosy - koloru brązowego. Oboje byli bosy. Może to chłopcy z wioski ? Nagle dziewczynka usłyszała głos ;
- Nie chowaj się. Widzimy Cię ! - powiedział niebieskooki. Wyszła z ukrycia.
- Nie chowam się. - powiedziała bez przekonania. Po chwili znów zapłakała . Była niska i drobna. Okrągła twarzyczkę okalały blond loki. Miała nienaturalnie wielkie niebieskie oczy, były one piękne po matce. Ubrana w niebieska sukienkę i biały fartuszek wyglądała wręcz uroczo.
- Co się stało ? - zapytał chłopiec o zielonych oczach .
- Nic jej nie jest. Chodź ! - warknął niebieskooki. Młodszy z chłopców posłał mu wrogie spojrzenie. I westchnął.
- Stefan nie musisz każdemu pomagać . - stwierdził starszy z nich. Stefan go nie słuchał.
- Dlaczego płaczesz dziewczynko? Powiedz, to ci pomożemy. - zapytał dziewczynkę .
- Mów za siebie. Ja mam zamiar iść na ryby. - powiedział wyższy i usiadł z założonymi rękami na trawie. Dziewczynka wreszcie się odezwała.
- Noo, boooo . . Bo jak zbierałam kwiatki nad stawem to mój łańcuszek spadł do wody . A ja... nie umiem pływać. - szlochała.
- Więc, wyłowie go. To żaden problem. - uśmiechnął się brązowowłosy. Zdjął koszule i wskoczył do wody. Po kilku minutach z niej wyszedł w ręce trzymał złoty łańcuszek z niebieskim kamyczkiem.
- Ooo, dziękuje ! - krzyknęła uradowana dziewczynka. I przytuliła chłopczyka .
- Stefan, dość tulenia idziemy na ryby . - westchnął chłopiec o hebanowych włosach .
- Przepraszam za fatygę nieznajomy. - powiedziała.
- Nic nie szkodzi. Jestem Stefan Salvatore. A to mój brat Damon. - powiedział uśmiechając się.
- Jestem Carmen Kasandra Maristella Antonina Elenora Dante. - powiedziała Carmen.
- Miło nam Elenorko. - zaśmiał się Damon . I dodał ;-
Ty jesteś Dante ? - zapytał. Kiwnęła głową .
- Więc jesteśmy prawie, że sąsiadami. Jak to możliwe, że wcześniej się nie spotkaliśmy? - zapytał.
- Bo wiecie, mamy duży ogród. Ja za często nie wychodzę. Dziś wyszłam bo chciałam polnych kwiatków dla mamy nazrywać. Bo ona jest chora, chce jej poprawić humor. - powiedziała smutno. Przyglądali jej się przez chwile, lecz potem usiedli i zaczęli o czymś rozmawiać, ignorując Carmen. Dziewczynka stała wpatrują się w nich. Miała zmartwiony wyraz twarzy.-
Chłopcy, głupio mówić ... - zaczęła.- Tak, Carmen ? - odezwał się Stefan.
- Jak mówiłam rzadko wychodzę i się chyba zgubiłam. Pomożecie mi wrócić ? - zapytałam, czuła się głupio i tak jej już pomogli.
- Jasne, najlepiej przez las. - powiedział sarkastycznie Damon.
- Ale, ja się bojeee. - powiedziała zakłopotana .
- Nie bój się, pójdę z tobą . - Stefan uśmiechnął się . Usłyszeli westchniecie .
- Pff, muszę z wami iść, samych was przez las nie puszcze. - powiedział starszy Salvatore. Dziewczynka uśmiechnęła się i pomyślała, że to może być początek ich przyjaźni. Nie myliła się ....
*
- Nie chowaj się. Widzimy Cię ! - powiedział niebieskooki. Wyszła z ukrycia.
- Nie chowam się. - powiedziała bez przekonania. Po chwili znów zapłakała . Była niska i drobna. Okrągła twarzyczkę okalały blond loki. Miała nienaturalnie wielkie niebieskie oczy, były one piękne po matce. Ubrana w niebieska sukienkę i biały fartuszek wyglądała wręcz uroczo.
- Co się stało ? - zapytał chłopiec o zielonych oczach .
- Nic jej nie jest. Chodź ! - warknął niebieskooki. Młodszy z chłopców posłał mu wrogie spojrzenie. I westchnął.
- Stefan nie musisz każdemu pomagać . - stwierdził starszy z nich. Stefan go nie słuchał.
- Dlaczego płaczesz dziewczynko? Powiedz, to ci pomożemy. - zapytał dziewczynkę .
- Mów za siebie. Ja mam zamiar iść na ryby. - powiedział wyższy i usiadł z założonymi rękami na trawie. Dziewczynka wreszcie się odezwała.
- Noo, boooo . . Bo jak zbierałam kwiatki nad stawem to mój łańcuszek spadł do wody . A ja... nie umiem pływać. - szlochała.
- Więc, wyłowie go. To żaden problem. - uśmiechnął się brązowowłosy. Zdjął koszule i wskoczył do wody. Po kilku minutach z niej wyszedł w ręce trzymał złoty łańcuszek z niebieskim kamyczkiem.
- Ooo, dziękuje ! - krzyknęła uradowana dziewczynka. I przytuliła chłopczyka .
- Stefan, dość tulenia idziemy na ryby . - westchnął chłopiec o hebanowych włosach .
- Przepraszam za fatygę nieznajomy. - powiedziała.
- Nic nie szkodzi. Jestem Stefan Salvatore. A to mój brat Damon. - powiedział uśmiechając się.
- Jestem Carmen Kasandra Maristella Antonina Elenora Dante. - powiedziała Carmen.
- Miło nam Elenorko. - zaśmiał się Damon . I dodał ;-
Ty jesteś Dante ? - zapytał. Kiwnęła głową .
- Więc jesteśmy prawie, że sąsiadami. Jak to możliwe, że wcześniej się nie spotkaliśmy? - zapytał.
- Bo wiecie, mamy duży ogród. Ja za często nie wychodzę. Dziś wyszłam bo chciałam polnych kwiatków dla mamy nazrywać. Bo ona jest chora, chce jej poprawić humor. - powiedziała smutno. Przyglądali jej się przez chwile, lecz potem usiedli i zaczęli o czymś rozmawiać, ignorując Carmen. Dziewczynka stała wpatrują się w nich. Miała zmartwiony wyraz twarzy.-
Chłopcy, głupio mówić ... - zaczęła.- Tak, Carmen ? - odezwał się Stefan.
- Jak mówiłam rzadko wychodzę i się chyba zgubiłam. Pomożecie mi wrócić ? - zapytałam, czuła się głupio i tak jej już pomogli.
- Jasne, najlepiej przez las. - powiedział sarkastycznie Damon.
- Ale, ja się bojeee. - powiedziała zakłopotana .
- Nie bój się, pójdę z tobą . - Stefan uśmiechnął się . Usłyszeli westchniecie .
- Pff, muszę z wami iść, samych was przez las nie puszcze. - powiedział starszy Salvatore. Dziewczynka uśmiechnęła się i pomyślała, że to może być początek ich przyjaźni. Nie myliła się ....
*
![]() |

Komentarze
Prześlij komentarz