1. " Tych oczu nie dało się zapomnieć ... "
"The rest is silence."
*
Był ciepły, sierpniowy poranek. Szła dość pewnym krokiem, lecz z jej twarzy wynikało, że była zdenerwowana. Cel jej podróży był coraz bliżej. W miarę zbliżania się do celu rosło jej zdenerwowanie. W jej głowie kłębiły się myśli typu - 'Co ja mu powiem? ' Co im powiem?'' Pamięta mnie?'A jeśli Nie.!'Jak mam się zachować?'. Nawet nie zauważyła kiedy znalazła się przed celem jej podróży - drzwiami rezydencji braci Salvatore. Postanowiła improwizować. Pogładziła włosy ... i zapukała trzy razy. Po chwili drzwi się otworzy, a w nich stanął on... Przeszedł ja przyjemny dreszcz, ponieważ właśnie stała przed najmłodszy z braci Salvatore.
Był ciepły, sierpniowy poranek. Szła dość pewnym krokiem, lecz z jej twarzy wynikało, że była zdenerwowana. Cel jej podróży był coraz bliżej. W miarę zbliżania się do celu rosło jej zdenerwowanie. W jej głowie kłębiły się myśli typu - 'Co ja mu powiem? ' Co im powiem?'' Pamięta mnie?'A jeśli Nie.!'Jak mam się zachować?'. Nawet nie zauważyła kiedy znalazła się przed celem jej podróży - drzwiami rezydencji braci Salvatore. Postanowiła improwizować. Pogładziła włosy ... i zapukała trzy razy. Po chwili drzwi się otworzy, a w nich stanął on... Przeszedł ja przyjemny dreszcz, ponieważ właśnie stała przed najmłodszy z braci Salvatore.
- Cześć. - powiedziała. To było jedyne słowo jakie przyszło jej do głowy. Zdziwiony spojrzał na nią. Jego przenikliwe zielone oczy badały ją od stóp do głów - tak jakby chciały zajrzeć w głąb jej duszy .
- Witaj...-powiedział wreszcie spokojnie, ale wciąż niepewnie - marszcząc brwi .
Uśmiechnęła się, on zawsze był spokojny i rozważny. Poczuła, że teraz jej kolej, aby coś powiedzieć.Uśmiechnęła się, wzięła głęboki wdech i zaczęła mówić .
- To ja Stefanie. Musisz mnie pamiętać. - powiedziała starają się, żeby nie zabrzmiało to zbyt desperacko.
Stefan wyglądał na zaskoczonego. Spojrzał na nią. Spojrzał w jej duże, głębokie niebieskie oczy...Znał skądś te oczy...Te włosy...Ta twarz...Były mu znajome a jednak obce. Sięgał w głąb swej pamięci . Wreszcie - Uśmiechnął się.
- To ty.. Te oczy .Nic się nie zmieniłaś. -wyszeptał, przytulił ją mocno do siebie - nie ukrywając ciągłego ździwinie . Teraz, teraz doskonale wiedział kim jest ta osoba. Tak niepozorna i delikatna. Pamiętam jej śmiech i oczy ... Tych oczu nie dało się zapomnieć . Nigdy . Minęło tyle czasu . Jego wampirza pamięć była świetna, lecz ludzka, stara ludzka pamięć zawodziła .
- Tak Stefek. To ja. - powiedziała uradowana tym, że ją pamiętał. Wreszcie los się do niej uśmiechnął. Może Megan miała racje z przyjazdem tutaj.
Nagle odsunął się od niej.
- Ale ty nie możesz tu być. Chyba, że... - zaczął Stefan niepewnie, ale przerwała mu Carmen.
- Masz racje. Jestem wampirem, a raczej wampirzycą. Zresztą ty też nie jesteś człowiekiem. - powiedziała niebieskooka .
- Ale jak? Kto ci to zrobił? Wejdź do środka Carmi. Zapraszam Cię - powiedział młodszy Salvatore ze słodkim akcentem.
Weszli do środka. On usiadł na ciemnobrązowym fotelu. Ona w tym czasie rozglądała się po salonie. Kominek, obrazy, fotele, wielkie okna - może tu będzie szczęśliwa, czy ona może gdziekolwiek być szczęśliwa ? Po chwili przysiadła na ciemnoczerwonej sofie na przeciw miejsca w którym siedział Stefan.
- Zacznij od początku. - zaczął Stefan. Chciał znać prawdę. Zżerała go ciekawość . Kto mógł ja pozbawić życia. Wyglądała na młodą, więc kiedy to się stało. Po jego przemianie - czy przed
Westchnęła i zaczęła opowiadać. Wiedziała, że będzie tego ciekaw. Przygotowało się na to.
- Mam nadzieje, że pamiętasz ostatni bal u mej rodziny. - powiedziała Carmen - spokojnie i powoli, starając się ukryć jad w tych słowach .
- Pamiętam, ale jak przez mgłę... - powiedział Stefan - to była prawda.
- Była to w 1864 roku w marcu. Dokładnie 13 marca . Nie dziwie się, że nie pamiętasz tego. Byłeś wtedy zajęty.Hmn..Katheriną Pierce... - powiedziała smutno.
- Tak, wtedy jeszcze nie wiedziałem kim ona była. - odparł Salvatore próbując bronić się. Nie wiedziała jaka z niej była podstępna ździra. Czasem pokazywała swoją ludzką twarz, ale czy to miało teraz znaczenie.
- Hmn...Wyjechałam następnego dnia. - powiedziała uśmiechając się smutno.
Była tego mglistego poranka bardzo zawiedziona, nie pożegnał się z nią. Nikt się z nią pożegnał. Odjechała. Wraz z ojcem...
- Do kąt? - zapytał Stefan .Wiedział, że wtedy wyjechała. Chciał się z nią pożegnać, ale nie mógł. Patrzał tylko przez okno jak jej powóz odjeżdża. Nikt nie chciał powiedzieć mu gdzie wyjechała rodzina Dante. Może za sprawką Katheriny...Nie chciał teraz tego rozpamiętywać. Czuł się winny.
- Do Londynu... - odrzekła wampirzyca. Dodała:
- Wróciłam po dwóch latach, ale jedyne co znalazłam do groby rodzinny Salvatore. Wasze puste groby. A kiedy wracałam z cmentarza napadnięto mnie i zabito. Nie pamiętam więcej. Kiedy się obudziłam byłam na cmentarzu. Byłam wampirem. Ktoś mnie przemienił. Przez lata go poszukiwałam, ale z marnym skutkiem. Jestem pewna, że to mężczyzna - powiedziała.
Spojrzał na nią smutno....Chciał powiedzieć ' Przepraszam ', ale nie wiedział jak to ująć. A czy ona mu wybaczy... Była jego przyjaciółką. A on co wtedy robił kiedy ona tułała się po świecie - najpewniej pił krew jakiś niewinnych dziewic ze wsi, albo Bóg wie co.
- Witaj...-powiedział wreszcie spokojnie, ale wciąż niepewnie - marszcząc brwi .
Uśmiechnęła się, on zawsze był spokojny i rozważny. Poczuła, że teraz jej kolej, aby coś powiedzieć.Uśmiechnęła się, wzięła głęboki wdech i zaczęła mówić .
- To ja Stefanie. Musisz mnie pamiętać. - powiedziała starają się, żeby nie zabrzmiało to zbyt desperacko.
Stefan wyglądał na zaskoczonego. Spojrzał na nią. Spojrzał w jej duże, głębokie niebieskie oczy...Znał skądś te oczy...Te włosy...Ta twarz...Były mu znajome a jednak obce. Sięgał w głąb swej pamięci . Wreszcie - Uśmiechnął się.
- To ty.. Te oczy .Nic się nie zmieniłaś. -wyszeptał, przytulił ją mocno do siebie - nie ukrywając ciągłego ździwinie . Teraz, teraz doskonale wiedział kim jest ta osoba. Tak niepozorna i delikatna. Pamiętam jej śmiech i oczy ... Tych oczu nie dało się zapomnieć . Nigdy . Minęło tyle czasu . Jego wampirza pamięć była świetna, lecz ludzka, stara ludzka pamięć zawodziła .
- Tak Stefek. To ja. - powiedziała uradowana tym, że ją pamiętał. Wreszcie los się do niej uśmiechnął. Może Megan miała racje z przyjazdem tutaj.
Nagle odsunął się od niej.
- Ale ty nie możesz tu być. Chyba, że... - zaczął Stefan niepewnie, ale przerwała mu Carmen.
- Masz racje. Jestem wampirem, a raczej wampirzycą. Zresztą ty też nie jesteś człowiekiem. - powiedziała niebieskooka .
- Ale jak? Kto ci to zrobił? Wejdź do środka Carmi. Zapraszam Cię - powiedział młodszy Salvatore ze słodkim akcentem.
Weszli do środka. On usiadł na ciemnobrązowym fotelu. Ona w tym czasie rozglądała się po salonie. Kominek, obrazy, fotele, wielkie okna - może tu będzie szczęśliwa, czy ona może gdziekolwiek być szczęśliwa ? Po chwili przysiadła na ciemnoczerwonej sofie na przeciw miejsca w którym siedział Stefan.
- Zacznij od początku. - zaczął Stefan. Chciał znać prawdę. Zżerała go ciekawość . Kto mógł ja pozbawić życia. Wyglądała na młodą, więc kiedy to się stało. Po jego przemianie - czy przed
Westchnęła i zaczęła opowiadać. Wiedziała, że będzie tego ciekaw. Przygotowało się na to.
- Mam nadzieje, że pamiętasz ostatni bal u mej rodziny. - powiedziała Carmen - spokojnie i powoli, starając się ukryć jad w tych słowach .
- Pamiętam, ale jak przez mgłę... - powiedział Stefan - to była prawda.
- Była to w 1864 roku w marcu. Dokładnie 13 marca . Nie dziwie się, że nie pamiętasz tego. Byłeś wtedy zajęty.Hmn..Katheriną Pierce... - powiedziała smutno.
- Tak, wtedy jeszcze nie wiedziałem kim ona była. - odparł Salvatore próbując bronić się. Nie wiedziała jaka z niej była podstępna ździra. Czasem pokazywała swoją ludzką twarz, ale czy to miało teraz znaczenie.
- Hmn...Wyjechałam następnego dnia. - powiedziała uśmiechając się smutno.
Była tego mglistego poranka bardzo zawiedziona, nie pożegnał się z nią. Nikt się z nią pożegnał. Odjechała. Wraz z ojcem...
- Do kąt? - zapytał Stefan .Wiedział, że wtedy wyjechała. Chciał się z nią pożegnać, ale nie mógł. Patrzał tylko przez okno jak jej powóz odjeżdża. Nikt nie chciał powiedzieć mu gdzie wyjechała rodzina Dante. Może za sprawką Katheriny...Nie chciał teraz tego rozpamiętywać. Czuł się winny.
- Do Londynu... - odrzekła wampirzyca. Dodała:
- Wróciłam po dwóch latach, ale jedyne co znalazłam do groby rodzinny Salvatore. Wasze puste groby. A kiedy wracałam z cmentarza napadnięto mnie i zabito. Nie pamiętam więcej. Kiedy się obudziłam byłam na cmentarzu. Byłam wampirem. Ktoś mnie przemienił. Przez lata go poszukiwałam, ale z marnym skutkiem. Jestem pewna, że to mężczyzna - powiedziała.
Spojrzał na nią smutno....Chciał powiedzieć ' Przepraszam ', ale nie wiedział jak to ująć. A czy ona mu wybaczy... Była jego przyjaciółką. A on co wtedy robił kiedy ona tułała się po świecie - najpewniej pił krew jakiś niewinnych dziewic ze wsi, albo Bóg wie co.
*
Komentarze
Prześlij komentarz